8 CZERWCA (PONIEDZIAŁEK)
Pierwszy dzień pobytu rosyjskiej delegacji uczniów i nauczycieli w Polsce był wypełniony wrażeniami. Poznaliśmy wiele nieznanych nam osobliwości polskiej ziemi. Każdy z nas miał swoje osobiste przeżycia.
Wszystkim nam podobała się wycieczka do Jagiellońskiego Uniwersytetu. W starym budynku Colegium Maius pokazano nam najnowocześniejszą ekspozycję z fizyki. Dzieci wprost nie chciały odchodzić, bez oglądnięcia i wypróbowania na sobie działania eksponatów .
Następnie byliśmy na lekcji języka rosyjskiego ze studentami Jagiellońskiego Uniwersytetu. Bardzo cieszyliśmy sie z poznania ze studentami, naprawdę zakochanymi w Rosji. Fakt, istnienia specjalizacji "Rosjoznawstwa" , wydaje nam się dość dziwny.
Ciekawe były też odwiedziny w Europejskiej Szkole Wyższej, gdzie pan Rawel zajmująco opowiedział o tej uczelni, jej kierunkach, historii powstania i atmosferze w niej panującej. Wyższa uczelnia jest położona w budynku, który był kiedyś radzieckim konsulatem, teraz tu inne życie, inne cele. Europejska Szkoła Wyższa bierze udział w europejskich humanistycznych projektach, wśród nich wiele z wymianami studentów w programie.
Byliśmy też na obiedzie w ciekawej, pod względem wystroju i położenia, restauracji "Chimera"; mimo dziwnej nazwy, obiad był całkiem smaczny. Po sytym obiedzie, z trudem się poruszając, poszliśmy do " Krakowskiej Galerii", po drodze oglądając piękny Kraków. W "Krakowskiej Galerii" poczęstowano nas kawą.
Już na samym początku jak zobaczyliśmy szkołę w Igołomi, bardzo zdziwił nas porządek w niej panujący, a także fakt, że na przykład, na czas lekcji drzwi zewnętrzne są zamykane i uczniowie nie mogą opuścić szkoły.
Wieczór spędziliśmy w kręgu polskich przyjaciół i zasypialiśmy z oczekiwaniem nadejścia nowego dnia.
9 CZERWCA (WTOREK)
Oczekiwania nas nie zawiodły. Uczniowie z rosyjskiej szkoły wzięli udział w lekcji angielskiego języka w gimnazjum Igołomi. Im bardzo spodobała się atmosfera i relacje panujące między nauczycielem a uczniami, duża otwartość i przyjazny dialog.
Następnie odbyło się spotkanie z wójtem gminy, gdzie dużo dowiedzieliśmy się o ustroju, elementach ciekawego życia tego okręgu Polski: nam opowiedziano o ekonomii, oświatowych programach, rozwoju sportu, pracy różnych służb (trochę później byliśmy koło przepompowni na brzegu Wisły), ciekawa okazała się też organizacja różnych świąt i uroczystości, na przykład jasełek na Boże Narodzenie. Nam spodobało się serdeczne przyjęcie, pod koniec spotkania zamieniliśmy się pamiątkowymi prezentami.
W tym dniu także byliśmy w Pałacu, gdzie obecnie znajduje się Archeologiczne Muzeum, i obejrzeliśmy eksponaty (zabytkowe wyroby z ceramiki).
Później zwiedziliśmy muzeum św. Brata Alberta, gdzie nas bardzo życzliwie przyjęły siostry albertynki, noszące jego imię. Nas rozczuliła ich szczerość, cele życia, pomaganie ludziom, według nauki Chrystusa i dewizy brata Alberta. Świat rzeczywiście stałby się o wiele lepszy, gdyby wszyscy ludzie chcieli tak żyć .
Na tym nasze wycieczki nie skończyły się: na koniec spotkaliśmy się z prywatnym farmerem , Janem Skoczem, który sadzi kukurydzę. On nam pokazał wyposażenie gospodarstwa, maszyny, opowiedział o tym, jak jest ono zorganizowane. Zaważyliśmy, że Polacy - to bardzo gościnny naród, wszyscy, którzy nas przyjmowali, uważali za swój obowiązk nas ugościć.
10 CZERWCA (ŚRODA)
Każdy następny dzień nie był podobny do poprzedniego. Każdy zostawia wiele przyjemnych wrażeń. Dzisiaj byliśmy świadkami Święta szkoly. Dźwięczał ładny śpiew, patrzyliśmy na inscenizację według baśni J. Ch. Andersena «Ołowiany żołnierzyk». Ciągle pojawiał sie motyw miłości i sprawiedliwości, jako miernika dobra i zła. Myślę się, że z dużym zaangażowaniem należy uczyć się tych szlachetnych doznań, od dziecka.
Po przedstawieniu zjedliśmy obiad w szkolnej stołówce, gdzie bardzo nam spodobało się menu, jak również samo umeblowanie sali. Poznaliśmy się i zaprzyjaźnili z kilkoma nauczycielami. W tym czas nasi uczniowie grali w bilard, a trochę później spróbowali swoich sił w siłowni, oraz sprawdzili celność strzelania w szkolnej strzelnicy.
Później zwiedziliśmy jeszcze jedno indywidualne gospodarstwo rolne, Eugeniusza Stawinogi, gdzie sadzone są ziemniaki, kapusta, papryka. Zdziwiliśmy się, ogromną jak na nasz kraj - ilością ziemi w gospodarstwie, 15 ha obrabiają gospodarz, jego żona, córka i dwóch pracowników. Bardzo sprytnie pomyślana organizacja gospodarstwa.
Wieczorem byliśmy na miejscowym cmentarzu, obok grobów polskich i rosyjskich żołnierzy. Nam spodobał się wystrój cmentarza: nie ma mrocznego nastroju, dookoła kwiaty, lampy, wycieczka zostawiła w nas bardzo jasne odczucia.
11 czerwca w Polsce jest duże religijne święto, będzie mnóstwo uroczystych procesji, wszyscy ludzie będą odpoczywać. W programie naszej wizyty także jest zaplanowany wspólny odpoczynek z polskimi przyjaciółmi. Teraz lepiej porozumiewamy się z polskimi przyjaciółmi.
11 CZERWCA (CZWARTEK)
W Polsce w tym dniu jest duże religijne święto «Boże Ciało», dla wszystkich jest to dzień odpoczynku. Uczniowie udali się wspólnie z polskimi kolegami na to święto. Z kościoła wyruszyła
uroczysta procesja: małe dzieci rzucały na drogę płatki
kwiatów, grała orkiestra, w procesji w białych
sukienkach brały udział dziewczynki, podobne do aniołeczków.
Dorośli w tym czasie wyjechali do Krakowa. Jadąc, też spotykaliśmy podobne procesje.
Później zobaczyliśmy muzeum samolotów mieszczące się pod gołym niebem, niestety nie mogliśmy wejść, bo z powodu święta było ono zamknięte.
Niespodzianką była zmiana miejsca zamieszkania przez dzieci . Okazało się, że przyjąć ich u
siebie chcieli wszyscy Ci, którzy byli wiosną u nas w Zielenodolsku, dlatego
«podzielili» ich pobyt po kilka dni: 3 dni przyjmowali naszych uczniów Laura i Paulina, a następnie Magda i
Arleta.
Wieczorami dzieci spędzili czas ze swoimi polskimi rówieśnikami:
grali w piłkę nożną na stadionie w Igołomi, byli nad jeziorem, spacerowali i
uczyli się wzajemnie języka, coraz lepiej się rozumiejąc. Także i dorośli w kręgu rodziny
dowiedzieli się nieco więcej o życiu rodzinnym w Polsce i w Rosji, przypominały sie poznane kiedyś rosyjskie słowa.
 |
12 CZERWCA (PIĄTEK)
Dzisiaj byliśmy na wycieczce w «sercu Krakowa» - na Wawelu. Nas oczarował
zabytkowy Pałac królów jagiellońskich, i chociaż, według słów przewodnika,
mało zostało z dawnej wielkości, duch dawnych czasów dawał się odczuć wszędzie ,
zaczynając od murów otaczających pałac. Ładne sale, ich wystrój, mieszanka
różnych stylów - wszystko to jakby przeniosło nas w okres średniowiecza.
Oczywiście, chłopaków najbardziej zainteresowały rycerskie sale, gdzie były
pokazane broń i zbroje. Zdaje się, jeżeli byłoby można, oni wszystko to by
przymierzyli na siebie.
I na zewnątrz i wewnątrz majestatycznie wygląda Katedra na Wawelskim wzgórzu:
tu pogrzebani są polscy królowie. Kiedy wchodzisz do środka, czujesz się jakbyś
dotykał historii.
Następnie zeszliśmy po krętych schodach do Jaskini Smoka, dowiadując się jej historii, poznaliśmy również legendę o smoku, który ponoć niegdyś tu żył i dlatego jest symbolem Krakowa.
Spacerując po starym zaułkach nowoczesnego miasta, doszliśmy ponownie na
Rynek, zwiedzili Sukiennice, gdzie kupiliśmy i otrzymali od przyjaciół w prezencie różne pamiątki. Zatrzymaliśmy się i sfotografowali się przy pomniku
znanego polskiego poety Adama Mickiewicza, który za życia był
przyjacielem wielkiego rosyjskiego poety Aleksandra Puszkina. Znów pomyśleliśmy o
tym, że nasze narody wiele wiąże ze sobą.
Także zaglądnęliśmy do Mariackiego kościoła, i tutaj jeszcze raz wciągnęli powietrze ducha
dawnych czasów, nacieszyli się jego majestatycznym pięknem.
 |
13 CZERWCA (SOBOTA)
Dzisiaj nas czekała, chyba, najbardziej unikalna wycieczka w naszym życiu:
zeszliśmy na głębokość do 135 metrów do solnej kopalni w Wieliczce.
Ponad 2 godziny chodziliśmy po podziemnych chodnikach. Początkowo po drewnianych schodach
zeszliśmy w dół 350 stopni, następnie stopniowo opuszczaliśmy się na trzeci
poziom kopalni różnymi przejściami. Na każdym przystanku
oglądaliśmy rzeźby z soli kamiennej, zabytkowe przedmioty pracy
górników. Dowiedzieliśmy się, że w Polsce istnieje stare przysłowie,
analogiczne do rosyjskiego: by poznać człowieka, trzeba z nim zjeść beczkę soli
(a to 280 kg!).
Kościół na głębokości 101 m wygląda po prostu wspaniale! Podłogi podobne do
marmurowych, pod sufitem wiszą «kryształowe» żyrandole, ściany upiększają
wątki z Ewangelii, przy czym ich wygląd zależy od kąta, pod którym patrzy widz. Jakie było nasze zdumienie, gdy okazało sie, że wszystko to
jest zrobione z soli! Tutaj ciągle odbywają się śluby; niewątpliwie jest to
bardzo romantyczne.
Nasz pilot z humorem zaproponowała nam by wykąpać się w podziemnym słonym jeziorze,
rzucić monetę i pomyśleć życzenie. Wesoło wyglądały figurki gnomikow,
zabawnymi były podania i legendy, związane z nimi. Na przykład, jeżeli
dziewczyna chce udanego zamążpójścia i szczęścia w życiu, trzeba liznąć
gnomika w brodę. Nasze uczennice zażartowały, że u jednego gnomika już całą
brodę zlizali!
Wieczorem byliśmy w gościnie w Domu Myśliwych, gdzie poczęstowano nas daniem z sarniny.
Ochoczo przymierzyliśmy myśliwskie płaszcze, nauczyliśmy się "grać" na myśliwskim rogu,
widzieliśmy dyplomy i łupy myśliwych, dowiedzieliśmy się o tym, że oni nie tylko
polują na zwierzęta, lecz także zajmują sie ochroną środowiska.
 |
14 CZERWCA (NIEDZIELA)
To ostatni dzień naszego pobytu w Polsce. Dzisiaj byliśmy w
Krakowskiej Plazie, zobaczyliśmy w kinie IMAX film 3D o podwodnym świecie, zrobiliśmy ostatnie zakupy. Wieczorem jakoś długo pakowały się walizki, nie chciało się kłaść się spać i żegnać się…
W naszej pamięci jeszcze długo pozostaną wspomnienia o tej cudownej
przejażdżce, o ludziach, którzy oddali nam ciepło swoich serc, o
wspaniałych miejscach, które mogliśmy zwiedzić.
Oksana Chmielnicka
|