|
Człowiek, z którym rozmawiamy to profesor katedry fizyki filii Kazanskiego uniwersytetu Bielkowicz Oleg Igoriewicz - jeden z najciekawszych ludzi naszego miasta. Jest jednym z czołowych specjalistów na świecie w meteorycznej astronomii.
Jego prace uzyskały szerokie uznanie zagranicznych naukowców. Jest jednym z założycieli Europejskiego Astronomicznego Towarzystwa. Od 1976 r. członek Międzynarodowego Astronomicznego Związku (MAS), Wiceprezydent i Prezydent (1979-1985) komisji MAS «Meteory i międzyplanetarny pył», członek Międzynarodowej Meteorycznej Organizacji i pierwszy jej Członek Honorowy.
O.I.Bielkowicz - Zasłużony działacz nauki republiki Tatarstan. Jest nagrodzony medalem «Weteran pracy», Srebrnym medalem WDNCH, dyplomem uznania Rady Ministrów Republiki.
Dzieciństwo, spędzone wśród teleskopów.
Wszystkim wiadomo, w jakim stopniu wpływają na nasz los dziecięce wspomnienia. Oleg Igoriewicz, opowiedzcie, proszę, o Waszym dzieciństwie. Można przypuszczać, że początki osobowości dużego naukowego rozpoczęły się w dzieciństwie?
Urodziłem się w 1934 roku w niedużym osiedlu przy astronomicznym obserwatorium im. W.P.Engielgardta, które należało do Kazańskiego uniwersytetu. W obserwatorium pracował mój ojciec, doktor fizyko-matematycznych nauk, znany badacz Księżyca. Do mojego ojca należy odkrycie jednego z kraterów na powierzchni Księżyca. Dlatego imieniem Igora Władimirowicza Bielkowicza po rozwiązaniu Międzynarodowego Astronomicznego Związku nazwano odkryty przez niego krater na mapie Księżyca.
Obserwowałem więc pracę swojego ojca, widziałem jak on je prowadzi nie zwracając uwagi na porę dnia czy nocy. Przecież praca astronoma odbywa się głównie nocą, wszystkie obserwacje gwiazd przez teleskop prowadzone są w nocy. Ojciec wcześnie zakończył życie, to zdarzyło się w czasie wojny, która jak wiadomo, nie oszczędzała nikogo, nawet tych bezpośrednio w nią niezaangażowanych. W mojej pamięci został obraz ojca: niewyspanego, zmęczonego, w „kufajce” i butach filcowych, gdyż w pomieszczeniach obserwatorium było chłodno, w tamtych czasach palino drewnem.
Oprócz obserwacji astronom musi dokonywać starannych zapisów i przetwarzania informacji. Ojciec często mówił mi: «Synu, nie wybieraj zawodu astronoma. To zrutynizowana i monotonna codzienna praca». Ja tak i zrobiłem - w 1952 roku, ukończywszy ze srebrnym medalem szkołę średnią w r. Zielenodolsku, wstąpiłem do Kazanskiego uniwersytetu na fizko-matematyczny wydział o specjalności «radiofizyki». I pracowałem początkowo właśnie, jak radiofizyk. Lecz, widocznie, los myślał swoje.
Praca
Opowiedzcie, proszę, pokrótce o Waszej pracy.
Zacząłem swoją pracę po zakończeniu uniwersytetu w 1957 r. będąc inżynierem radioastronomicznego laboratorium. W 1964 r. z powodzeniem obroniłem pracę doktorską. W 60-ch latach w ciągu 5 miesięcy, pod kierunkiem znanego badacza meteorów T.R.Kajzera przeszedłem naukowy staż w Anglii, na uniwersytecie w Shelfield.
Pracę w radioastronomicznym laboratorium poświęcałem na opracowanie i doskonalenie aparatury i metod obróbki radiowej i wizualnej obserwacji meteorów, brałem też bezpośredni udział w obserwacjach. Analizując rezultaty pracy, zaproponowałem zupełnie nowe, oparte na teorii prawdopodobieństwa podejście do rozwiązania problemu przetwarzania danych z obserwacji meteorów. Rezultaty tej pracy były przedstawione w pracy «Statystyczna teoria radiolokacji meteorów», która dała nowy kierunek badań w nauce o meteorach.
Oleg Igoriewicz, opowiedzcie co to jest : meteory, meteoryty, asteroidy, spadające gwiazdy…..
Wszystkim nam zdarzyło się kiedyś obserwować spadające gwiazdy. W gruncie rzeczy to nie gwiazdy, a małe cząstki wielkości ziarnka grochu, prędkość których sięga od 13 do 72 kilometrów w godzinę. Kiedy taka cząstka dostaje się w gęste warstwy atmosfery, zderza się z molekułami powietrza, w rezultacie czego ogrzewa się i fluorescenuje. Do ziemi ona nie dolatuje, pali się na wysokości koło 80 kilometrów i po niej pozostaje tylko zjonizowany ślad, który istnieje ułamki sekundy. My to zjawisko obserwujemy, jak spadającą gwiazdę.
Co sobą przedstawiają te meteoryczne cząstki? To resztki zburzonych komet lub odłamek, oddzielony od niebieskiego ciała. One spadając stają się meteorytami. Zwyczajne meteoryty nie przynoszą dużego uszczerbku. W każdym dniu spada ich na ziemię duża ilość, rozmiarami porównywalne do ziarnka grochu. Po nich pozostają tylko fluorescencje.
Asteroidy to duże twarde cząstki długość od 10 metrów do kilku kilometrów.
Tajemnica czerwonej planety.
Oleg Igoriewicz, możliwe jest kiedyś lądowanie statku kosmicznego na Marsie?
Mars - czerwona planeta jest ciągle niedostępna dla kosmicznych aparatów wysłanych na nią z Ziemi. Jeden z problemów to meteoryczna tarcza. To wygląda tak: za orbitą Marsa położony jest pas asteroidów. Od nich w dużej ilości «odczepiają się» meteoryczne cząstki, wciąż bombardując czerwoną planetę i jej satelity. Spadając na Marsa lub Fobos i Dejmos (satelity), jedna taka cząstka o wadze, dla przykładu, kilograma, wywołuje eksplozję, wybijającą z gruntu całą tonę cząstek, dlatego w kosmos uciekają cząstki o ogólnej masie setki razy przekraczającej masę upadła.
Oto dlaczego do satelitów Marsa nie tak prosto dolecieć.
Jak przedrzeć się przez pole z meteorów wie niewielu. Nad takim zadaniem pracujemy.
Kosmiczny salut.
Jakie były ciekawe wypadki z praktyki które Wam pozostały w pamięci? Opowiedzcie o jednym z nich, proszę!
W 1993 roku mnie zbudził nocny dzwonek. Do Ziemi zbliżała się kometa Tempiela-Tuttla, meteoryczny ogon której mógł narobić wiele biedy. Amerykanie z tego powodu nawet odłożyli uruchomienie swojego Szattła. A co zrobić z radziecką załogą, który już pracowała na okołoziemskiej orbicie?
Na to pytanie musiał odpowiedzieć Bielkowicz ze swoim zespołem. Przede wszystkim Oleg Igoriewicz zapytał, ile ma czasu i czy doba wystarczy.
- Otrzymawszy odpowiedź twierdzącą, poderwałem na nogi wszystkich współpracowników. My nie spaliśmy dwadzieścia cztery godziny. W rezultacie potrafiliśmy udowodnić, że potok meteorów dla stacji nie jest niebezpieczny.
Meteoryczne cząstki rozbiły jedną trzecią słonecznych baterii stacji, lecz sam korpus został cały i nieuszkodzony. Kosmonauci nawet potrafili nakręcić fantastyczne widowisko: podczas dostawania się do panelu baterii, meteoryczne cząstki krzesały z nich snopy iskier o niepowtarzalnym pięknie. Nazywam to kosmiczny salut.
Słoneczne baterie na stacji trzeba było zastąpić, lecz rozbite baterie - nie największe niebezpieczeństwo. Z kosmosu my wciąż musimy oczekiwać bardziej poważnego niebezpieczeństwa.
Nasza planeta i kosmiczne katastrofy. Kosmiczne kolizje
Jakie są rodzaje meteorytów?
Ogniste kamienie, padające z niebios, dla człowieka zawsze były zwiastunami nieszczęścia.
Trzeba powiedzieć, że meteory towarzyszą naszej planecie od początku jej historii. W 70 -ch latach zeszłego wieku naukowcy udowodnili, że na wszystkich kontynentach Ziemi w warstwie, którego sformowała się 65 milionów lat temu, znajduje się się duża ilość dość rzadkiego pierwiastka - irydu. Lecz iryd na Ziemię może dostać się tylko z kosmosu wraz z meteorami.
Wkrótce znaleźli też miejsce upadku jednego z nich. Meteoryt, o średnicy kilkaset metrów, upadł na amerykański kontynent i utworzył olbrzymi krater. Resztki tego krateru - to miejsce, gdzie teraz położona jest Meksykańska zatoka. Dla Ziemi upadek takiego dużego kosmicznego ciała był katastrofą: cała ziemia na kilka lat była pokryta gęstymi chmurami pyłu i pary, wyginęły rośliny z niedostatku promieni słonecznych. Właśnie do tego czasu odnosi się zagładę dinozaurów i więcej niż połowy wszystkich rodzajów żywej fauny.
Mniejsze katastrofy, związane z upadkiem meteorytów, były i w czasach późniejszych zostały też przez ludzi zapamiętane. Nie wykluczone, że opowieść o wszechświatowym potopie jest związana właśnie z podobną katastrofą. W czerwcu 1908 roku, w syberyjskiej tajdze w okręgu rzeki Podkamienna Tunguska w powietrzu eksplodował duży meteoryt - odłamek jądra komety. Podmuch trzykrotnie okrążył kulę ziemską. Miejsce to bezludne, dlatego obyło się bez ofiar w ludziach.
W 1947 roku w górach Sichote - Alinia niespodzianie wydarzyła się duża eksplozja, porównywalna z eksplozją bomby atomowej. Posłana tam ekspedycja zobaczyła w miejscu eksplozji odłamki żelaznego meteorytu o ogólnej wadze ponad tonę.
: Oleg Igoriewicz; i na ziemi i w niebieskiej przestrzeni tyle jest jeszcze nierozwiązanych problemów. Dla niedoświadczonych astronomÓW jeszcze mnóstwo możliwości DO nowych odkryć?
: W Arizońskiej pustyni znaleziony krater długości półtora kilometra i głębokość 200 metrów. Wcześniej wielu naukowców myślało że jest to wygasły wulkan.
Są jeszcze inne fakty budzące zainteresowania: około 12 000 lat temu w oceanie na wschód od Madagaskaru upadł duży asteroid. Ta katastrofa zostawiła ślady: fala wysokości kilku kilometrów kilka razy okrążyła ziemię. Ślady tej fali znajdujemy w Afryce, po nich można określić kierunek jej ruchu.
W każdej chwili na ziemię może upaść meteoryt.
W związku z tym Międzynarodowy Astronomiczny Sojusz określił główny kierunek pracy - zarejestrować wszystkie odkryte asteroidy i określić ich orbitę. Naukowcom jest nad czym pracować.
Nauka rozwija się, i, oczywiście, astronomowie wszyscy bardziej zdają sobie sprawę nad odpowiedzialność przed społeczeństwem .Wiemy, że zadanie, które rozwiązujemy, jest jednym z ważniejszych w teraźniejszym życiu.
Wywiad z Bielkowiczem O.I. przeprowadzili uczniowie 8 klasy
Maksudowa Rauszanija i Kurków Gieorgij.
|